Jak zawsze śniła mu się Lily. Wyjątkowe było to, że dzisiaj się do niego uśmiechała.
Całą noc patrzył w jej piękne, zielone oczy, nie odzywając się wcale.
Pierwsze słowa padły z jej ust, gdy już się budził: "Dziękuję Severusie"
Na więcej nie mógł liczyć.
Ani za życia, ani po śmierci kobiety.
Lily.
Zawsze wstawał z tym imieniem na ustach.
To Lily przez wiele lat dawała mu siłę.
To dzięki niej chciało mu się żyć.
Dlatego nie mógł odmówić, gdy pewnej nocy zdradziła mu, że jest niespokojna.
I że nie odzyska spokoju, bo na ziemi żyją ludzie, przez których nie może być teraz przy nim.
Powiedziała też, że kilka dni przed śmiercią zrozumiała swój zły wybór.
Nie kochała Jamesa Pottera.
Kochała jego. Severusa Snape'a.
Ale zanim zdążyła mu to powiedzieć te kilka osób sprawiło, że zginęła.
Sam Harry Potter - najmniej winny wszystkiego.W końcu był jeszcze dzieckiem. I nie miał na nic wpływu. Ale to nie zmienia faktu, że to jego dotyczyła przepowiednia, przez którą zginęła Lily..
Severus wiedział jednak, że akurat tego chłopaka powinien oszczędzić...
Mimo, że w rozgrywającej się wojnie przywódca jednej ze stron chciał jego śmierci...
Peter Pettigrew - Strażnik Tajemnicy Potterów. Zdradził miejsce pobytu Lily Czarnemu Panu. Już gryzie piach od spodu.
Syriusz Black - odmówił zostania Strażnikiem. Polecił im zdrajcę. Na jego korzyść świadczyło to, że zabił Glizdogona. Ale i tak zdechnie.
Albus Dumbledore - jego sposób ochrony zawiódł. Nie starał się wystarczająco. Ale przynajmniej próbował.
Aurorzy - zbyt późno zareagowali 15 lat temu, gdy odkryli, że zaklęcia ochronne zostały złamane. Severus nie wiedział, którzy z nich byli wtedy na służbie. Ale to nie miało znaczenia.
Lord Voldemort - morderca.
Śmierciożercy - wszyscy słudzy Czarnego Pana też zasługują na śmierć.
I na sam koniec: Severus Snape - za wydanie informacji, które przyczyniły się do tego, że Voldemort ścigał Potterów. Taryfę ulgową stanowiło to, że później ich ostrzegł i zmusił do ukrycia. Ale to nic nie znaczyło.
Był współwinny morderstwa.
On też za to zapłaci.
Na samym końcu.
- Harry... Harry! Zejdź na dół! - Usłyszał krzyk Syriusza.
"A obiecywał, że będę mógł spać, do której chcę." pomyślał patrząc na zegarek, który wskazywał, że wybiła ósma rano. "Udało mu się dotrzymać słowa tylko przez siedem dni."
Harry Potter przebywał na Grimmauld Place już tydzień. I to był najlepszy tydzień w jego życiu.
Dopiero co uniewinniony Syriusz tryskał niesamowitą energią.
Od razu po rozprawie zabrał chrześniaka do swojego domu, pozwalając mu tam na wszystko i rozpieszczając jak nigdy nikt.
Zaprosił też przyjaciół Harry'ego - Rona i Hermione - "żeby było mu raźniej" jak tłumaczył.
Prawda była jednak inna.
W obliczu wojny Weasley'owie - rodzina Rona - jako otwarcie wspierający dyrektora Hogwartu byli na celowniku Lorda Voldemorta i jego armii.
Wszyscy - za wyjątkiem bliźniaków: Freda i Georga, którzy mieszkali nad swoim sklepem w Londynie - przeprowadzili się do Kwatery Głównej Zakonu Feniksa, a zarazem domu Syriusza Blacka.
Hermiona też była zagrożona.Czarny Pan wiedział, że przyjaźni się z Harrym Potterem, więc mógł spróbować ją wykorzystać do manipulacji nim, mógł ją porwać, mógł spróbować przejąć nad nią kontrolę, lub omamić, by przeszła na jego stronę...
Mógł zrobić wiele rzeczy...
Dlatego lepiej, żeby wszyscy byli bezpieczni na Grimmauld Place 12...
- Harry, szybko! Czekają na ciebie! - znów krzyknął Syriusz.
"Kto u licha może na mnie czekać?!" pomyślał Harry, wstając wreszcie z łóżka, które kiedyś należało do Regulusa - brata jego ojca chrzestnego.
Potter przejął jego pokój.
Jak na jego gust barwy tego pomieszczenia były nieco zbyt ślizgońskie - zielone ściany, Srebrno-zielona narzuta na łóżku, wielkie graffiti przedstawiające węża na jednej ze ścian. - ale Harry musiał przyznać sam przed sobą, że te kolory są o wiele lepsze o gryfońskich...
Mniej raziły oczy...
Ale te myśli musiał zachować dla siebie...
Gdyby wypowiedział je na głos Ron - znając jego podejście do wszystkiego co ma związek z domem węża - rozpocząłby kłótnie, albo by się obraził, myśląc że jego przyjaciel przechodzi na "ciemną stronę Hogwartu"...
Syriusz - widzący w Harrym idealne odwzorowanie swojego dawnego przyjaciela - na pewno by tak nie zareagował...
Przecież to tylko kolory...
Ale Ron od zawsze był strasznie przewrażliwiony...
Drażniły go wszelkie odstępstwa od gryfońskiej normalności...
Nawet chodził nadąsany, gdy Syriusz powiedział, że na razie nie ma czasu przemalować tego pokoju...
Harry to rozumiał... Łapa był zajęty sprawami Zakonu Feniksa... Nie mógł teraz zawracać sobie głowy takimi błahostkami jak zły kolor ścian w starym pokoju jego brata...
Ale do młodego Weasley'a te argumenty nie docierały.
Mimo, że sam nie musiał spędzać czasu w tym pokoju - bo miał swój własny, w czerwono-złotych barwach - to przejmował się tym, jakby to była sprawa życia i śmierci...
- Potter, do jasnej cholery! Co ty tam robisz?! Niektórzy z nas nie mają czasu! - Głos nauczyciela eliksirów skutecznie przekonał Harry'ego, że powinien szybciej się szykować...
"Co może chcieć ode mnie Snape..."
- Nikt cię tu nie trzyma na siłę, smarkerusie... - Potter usłyszał warknięcie Syriusza. "A ten jak zawsze musi mnie bronić... nawet gdy nie jest to potrzebne.".
Bliznowaty oczywiście doceniał ojca chrzestnego, ale jego zachowanie wydawało się czasem dziecinne.
- Spokojnie chłopcy... - "Dumbledore?" zdziwił się w myślach Harry, przyśpieszając kroku na schodach. - Ach, mój drogi chłopcze, jesteś wreszcie... Chodźmy do salonu. Muszę ci coś powiedzieć. - Harry niepewnie spojrzał najpierw na starca, później nauczyciela, na końcu szukając oparcia u chrzestnego. Ten ostatni zachęcająco się do niego uśmiechnął. - Nie miej tak przerażonej miny. Wieści niestety są tragiczne, ale nic ci nie grozi... Będzie dobrze.
Czuł, że chłopiec bez przerwy na niego patrzy. Jakby oczekiwał, że Severus zaraz da mu szlaban, albo odejmie punkty Gryfonom. Jakby myślał, że zaraz znajdzie sposób, by się do czegoś przyczepi... Choćby chodziło o rozwiązaną sznurówkę jego lewego buta...
Dlatego nie zdziwiły go słowa dyrektora Hogwartu:
- Profesor Snape towarzyszy mi dzisiaj tylko ze swojej uprzejmości... Jeśli jego obecność cię krępuje to może wyjść, prawda Severusie?
- Oczywiście - odpowiedział, zachowując spokój. "To po co ten dyrektorek mnie tu ciągnął..." - Z przyjemnością opuszczę ten dom - dodał, starając się umieścić jak najwięcej jadu w swoich słowach.
Syriusz wydał z siebie dźwięk pomiędzy prychnięciem a warknięciem, co bardzo rozbawiło Mistrza Eliksirów. Nie pokazał tego jednak. Latami szkolił się, jak ma ukrywać swoje emocje, więc tylko kpiąco podniósł brew i spojrzał z wyższością na Blacka.
"I tak cię zabije... Myśl sobie o mnie co chcesz. Jeszcze będziesz mnie błagał o litość i przepraszał." pomyślał.
- Do rzeczy... - powiedział Albus. - Harry, mam dla ciebie straszne wieści - "Taa, jasne... Nawet cię to nie rusza starcze..." - Twoje wujostwo zostało zamordowane przez popleczników Czarnego Pana...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz